Weszłam do jadalni, a moje kroki zadrżały. Kieliszki do wina wciąż stały w zlewie. Daleki kuzyn nachylił się do mnie, półpijany, wesoły. Wrócił do swojej zapiekanki.

Podeszłam do kuchni, znalazłam stare krzesło przy ścianie. Usiadłam, sięgnęłam do kieszeni i wyjęłam jednego wróbla, którego zachowałam. Mamy to szczęście, że mamy tę przestrzeń do rozwoju. Weszłam do jadalni akurat, gdy słońce zaczynało wschodzić.
Pokój do prac ręcznych. Jaśniej do organizowania imprez. Zadzwoniłam do projektanta. Nazwa do wody.
Zaczęłam szkicować email do projektanta. Dostęp do projektu. Potem wyszeptałam do nikogo poza sobą. Zadzwoniłam do biura.
Marta wskazała na werandę tą samą ręką, którą machała do mnie pierwszego dnia, gdy weszła do tego domu. Potem napisałam SMS-a do zarządcy nieruchomości. Wróciłam do samochodu, na razie spokojna. Napisałam do Dari jedną linijkę.
Do czego? Minęłam drzwi do starej sypialni gospodarzy. Nie zapukałam do drzwi Kajetana. Nie napisałam SMS-a do Marty, po prostu usiadłam w małym pokoju, zamknęłam za sobą drzwi i zadzwoniłam do Dari.
Nie dam im nic głośnego do przekręcenia. Pukanie do drzwi wyrwało mnie z zamyślenia. Zadzwoniłam do Darii. Pozwoliłam, by hałas dotarł do mnie jak szum.
Wróciłam do domu. Teczka była nieoznaczona, ale w środku był odręczny list, schludne pismo bez przekreśleń. Nie dodawać jej do kopii. Jeśli nie, mamy pole do działania.
Zamroziłyśmy wszystkie transakcje do czasu weryfikacji. Mój telefon nagrywał, gdy przychodziłam z pokoju do pokoju. Przyniosłam do wody. Marta zrobiła krok do przodu.
Odwróciłam się do Kajetana. Do tego wszystko zmierzało, prawda? Sięgnęłam do teczki po raz ostatni. Autoryzacja, prośby o transfer, poprawki do funduszu powierniczego.
Szczoteczki do zębów zniknęły. Zadzwoniłam do redaktorki. List bez adresu zwrotnego. Uśmiech stabilny, kręgosłup prostszy, nic więcej do udowodnienia.
Zostawiłam go tam, dołączyłam do grupy przy grillu. 20-letnia zdenerwowana. W środku przechodziłam z pokoju do pokoju. Pojemnik oznaczony do zwrotu, inny do odpuszczenia, trzeci do zatrzymania.
Napisałam list do Kajetana. Potem wiadomość do Marty przez Darię. Zaproszenie do lokalnego kobiecego kółka czytelniczego. Gdy kończyłam notatki, usłyszałam ciche pukanie do drzwi.
Wyszeptałam do cichego pokoju. Zadzwoniłam do Leona Brinka, dziennikarza śledczego, któremu ufałam. Prywatne przeprosiny bez przyznania się do winy. Odpowiedziałam trzema słowami: Do zobaczenia w sądzie.
Sporządziłam publiczne oświadczenie do wygłoszenia przed gmachem sądu. Przyznaję się do wszystkiego. Przypięłam go do mojej korkowej tablicy nad biurkiem.