Sięgnęła do torby, wyjęła broszurkę i pomachała nią tak, żeby wszyscy widzieli. “A tu jeszcze coś do poczytania. ” Sąsiadka z końca stołu przyłożyła dłoń do ust, a Tomasz? Tomasz siedział jak wmurowany.

I od razu, jak na zawołanie, wróciło mi wszystko od początku. Pamiętam, jak Tomasz przyszedł do mnie pewnego wieczoru. “Będziemy się dokładać do rachunków, ogrzewania, wody, jedzenia i takich domowych spraw. ” Trzeci powód był taki, że Ola poszła do przedszkola i wyprawka kosztowała więcej, niż myśleli.
Za to Beata przyszła bardzo szybko, nie do płacenia, tylko do rządzenia. Powiesiła tam jakiś plakat z marketu, beżowy, nijaki, bo “pasował do wnętrza”. Ustanowiła zasady: pralka najlepiej w poniedziałki i czwartki, ale nie po 20:00, bo dzieci śpią. Zostawiła na stole kartkę z listą.
Wziąłem ją dwoma palcami i wrzuciłem do szuflady. Nie do kosza. Potem poszedłem do gabinetu. Kiedy na kartce wyszło mi 350 000 zł, oparłem się o krzesło i zamknąłem oczy.
O wpół do trzeciej zadzwoniłem do mecenasa Pawła. “Dom należy do pana. Jeżeli są podpisy, rachunki i pana zapiski, można przygotować wezwanie do zapłaty. Proszę zeskanować umowę i rachunki albo przywieźć je do kancelarii.
”
W drugim kartoniku poszły zdjęcia. Wezwanie do zapłaty i opuszczenia nieruchomości w razie braku uregulowania zaległości. Kiedy przyszło, Tomasz przyszedł do mnie z kartką w ręku. “Co to jest za wezwanie do zapłaty?
” – zapytał, trzęsąc się trochę. “Albo oddajecie mi 350 000 zł zaległego czynszu i kosztów utrzymania domu, albo wyprowadzacie się z mojego domu. ”
“350 000? Za co?
”
“Za to, do czego sami się zobowiązaliście. ”
Tomasz próbował coś tłumaczyć o tym, że obiecywał, ale przecież nie myślał, że ja potraktuję to tak poważnie. Beata, kiedy zobaczyła, że nie cofam słowa, przyszła wieczorem do kuchni. Stała w drzwiach, ręce na biodrach.
“Myślę od lat, że jeśli pan nas zmusi do wyprowadzki, ja nie pozwolę, żeby dzieci do pana przychodziły. Zabiorę ich, gdzie trzeba, do moich rodziców, do innego miasta, gdziekolwiek. I zobaczy pan, jak to jest zostać naprawdę samemu. ”
Wytarłem kubek powoli i odstawiłem go do szafki.
To były tylko słowa. Ale ona od dawna używała ich jak klucza do mojej klatki. Tomasz też przestał chodzić z telefonem od ściany do ściany. Wieczorami całymi siedzieli z Beatą przy stole, coś pisali, coś przeliczali.
Dzieci bawiły się w drugim pokoju. Kiedyś Ola podeszła do mnie, pociągnęła za rękaw i powiedziała cicho: “Dziadku, chodź do mnie. ” Pokazała mi rysunek – dom, słońce, zieloną trawę. Nie wiedziałem, co powiedzieć.
Ostatniego dnia Tomasz zszedł do mnie do kuchni, kiedy Beata z dziećmi czekała już przy samochodzie. Miał dłonie podobne do moich, szerokie, z krótkimi palcami. Nie powiedział wiele. Najpierw tylko, że będą wynajmować mieszkanie blisko przedszkola.
Potem, że ojcu trudno będzie samemu. “Najpierw tylko do sklepu i z powrotem” – usłyszałem później, jak tłumaczył Beacie przez telefon. – “Potem dalej, aż pod park. ”
Kiedy odjechali, zostałem w domu, w którym nagle zrobiło się za cicho.
Na stole w kuchni leżała zapomniana broszurka. W środku były nowe narzędzia do warsztatu.