Nikt nie wiedział, że sypiam w magazynie. Aż pewnej nocy obudziły mnie kroki właściciela firmy. Wiedział, jak się nazywam. Zapytał, czy spędziłam tu noc. Zanim zdążyłam cokolwiek wyjaśnić, w…

Boczne drzwi magazynu Aurora El wciąż były zamknięte, gdy Rosa Villalba otworzyła oczy. W środku panował półmrok, rozświetlony tylko przez lampy awaryjne i odległy blask ulicy. Wstała powoli, starając się nie wydać żadnego dźwięku, złożyła cienki koc, pod którym spędziła noc, i ukryła go za kilkoma kartonami. Do rozpoczęcia zmiany została jeszcze prawie godzina.

Thumbnail

Gdyby zdążyła uporządkować swoje rzeczy, umyć twarz w pracowniczej toalecie i założyć firmową kamizelkę, nikt by nie zauważył, że znów tu nocowała. Za dnia Rosa pracowała więcej niż prawie wszyscy. Przygotowywała zamówienia, sprawdzała etykiety, pomagała przy załadunku i nigdy nie narzekała. W nocy, gdy odchodzili ostatni pracownicy, znikała między regałami w głębi hali.

Nagle w głównym korytarzu magazynu rozległy się stanowcze kroki. To nie był Hannibal, nocny strażnik, ani żaden spóźniony pracownik. Były powolne, pewne siebie, a towarzyszył im brzęk kluczy. — Wiem, że ktoś tu jest.

Może pan wyjść, nie chcę nikogo narażać. Głos należał do Mattheo Alcazara, właściciela firmy. Rosa widywała go wcześniej tylko na zdjęciach w recepcji i w wewnętrznych komunikatach — zawsze w garniturze, w otoczeniu dyrektorów. Nigdy nie przypuszczała, że spotka go osobiście, a już na pewno nie o tej porze.

— Rosa Villalba? — zapytał. — To pani przygotowuje zamówienia w porannej zmianie. Wiem, kim pani jest.

Widziałem wczorajsze raporty wydajności. Pani służba zaczyna się znacznie później. Spędziła pani tu noc? — Przyszedłem wcześnie.

— Nie próbuję pani upokarzać. Chcę tylko zrozumieć. Zanim zdążyła odpowiedzieć, otworzyły się kolejne drzwi. Do środka wszedł Gustav Peña z teczką w ręku, a za nim Renzo Ledesma, kierownik operacyjny.

— Więc to prawda. Mówiłem, że coś jest nie tak. Pracownicy mówili, że przychodzi o wiele za wcześnie, a niektórzy przysięgali, że nigdy nie widzieli, jak wychodzi. — Nigdy nie wyrządziłam firmie żadnej krzywdy.

— To właśnie mamy ustalić — odpowiedział Renzo. — W ostatnim czasie pojawiły się niezgodności w stanie magazynowym. Niewielkie, ale systematyczne. A teraz odkrywamy pracownicę ukrywającą się w magazynie w nocy.

— Insynuuje pan, że to ja? — Mówię, że musimy rozważyć wszystkie możliwości. Pierwsi pracownicy zaczęli przychodzić do pracy. Widząc zamieszanie, zwolnili kroku.

W ciągu kilku minut kilka osób obserwowało scenę z daleka. — Jeśli nic pani nie zrobiła, to niech pani pokaże kieszenie. Nie mam przy sobie nic, co należy do firmy. — To nie powinno stanowić problemu.

— Na razie nikt nie będzie grzebał w pani rzeczach. Gustav zmarszczył brwi. — Mattheo, musimy działać stanowczo. — Stanowczość nie oznacza skazywania kogoś bez sprawdzenia faktów.

— Wreszcie ktoś to powiedział — odezwała się Amalia Cortez, jedna z najstarszych pracownic magazynu. Podeszła do Rosy i stanęła obok niej. — Pracuję z tą dziewczyną codziennie. Nigdy nie widziałam, żeby Rosa wzięła coś, co do niej nie należało.

Wręcz przeciwnie — widziałam, jak oddawała element znaleziony przy maszynach. Renzo westchnął zniecierpliwiony. — Amalio, to niczego nie dowodzi. — To, że jest tu w nocy, też niczego nie dowodzi — ciągnęła Amalia.

— Rosa przychodzi przed wszystkimi, zastępuje kolegów, gdy kogoś brakuje, i pomaga tym, którzy się spóźniają. Jeśli tu śpi, to może właściwe pytanie nie brzmi, co ukradła. Może powinno brzmieć: dlaczego nie ma dokąd pójść? Rosa spuściła wzrok.

Gustav zamknął teczkę. — To zaczyna być cyrk. Najlepiej rozwiązać z nią umowę i prowadzić śledztwo później. — Nie — powiedział Mattheo.

Mattheo podszedł do przestrzeni między ostatnimi regałami. Zobaczył złożony koc, butelkę wody, dwie sztuki odzieży i małą torbę. Nic nie wyglądało na rzeczy należące do magazynu. Potem zauważył coś pod kartonem.

Pochylił się. — Panie Alcazar…