Do tego trzy działki przy starej drodze na przystań, już z papierami prawie gotowymi pod zabudowę letniskową. Potem notariusz przeszedł do mnie. Do tego wyposażenie, narzędzia, dokumentacje i prawa wynikające z dotychczasowej umowy cumowania. Wsiadłem do mojego starego Opla i pojechałem nad jezioro.

Wziąłem klucz, wszedłem na pokład i otworzyłem drzwi do małej kabiny warsztatowej. Były też wycinki z lokalnej gazety, notatki z zebrań w gminie, szkice przyszłych zejść do wody i dopisane ołówkiem zdania. Same skarby stał oparto o framugę z rękami w kieszeniach. Udawał obojętność, ale zaglądał do środka jak kot do garnka.
Wiesław parsknął i wszedł do kabiny bez zaproszenia. Jak komuś padnie silnik, to albo czeka, albo ciągnie sprzęt do miasta. Potem dobrał się do starego gaźnika. Na miejscu okazało się, że w małej łódce zapchał się przewód paliwowy, a świeca była do wymiany.
Kuba raz przeklął pod nosem, a ja upuściłem klucz do wody i musiałem go wyławiać magnesem. Pana ojciec mówił, że pan kiedyś wróci do tej roboty. Schowałem pieniądze do kieszeni, a dłonie miałem czarne od smaru. Kuba dwa razy prawie wpadł do wody, a ja przez pół godziny przeklinałem stare wkręty.
Jak coś stanie, dzwoń do Jacka, on podpłynie. Nowe publiczne pomosty, bezpieczne zejścia do wody, trasy dla kajaków, kilka rodzinnych imprez w sezonie, wsparcie małej turystyki. Ludzie, którzy rozmawiają o milionach, rzadko przychodzą do takich jak ja, bez powodu. Stał sztywno, gotowy do kłótni.
Gaśnice oznaczenia, uszczelnienie przy zbiorniku porządek z przewodami, apteczka dokumenty do przeglądu. Dwa dni później zapytałem go, czy naprawdę nie chc wrócić do technikum. Bo masz ręce do tej roboty. Pojechałem z nim do szkoły.
Stałem na korytarzu, który pachniał pastą do podłogi i starymi kurtkami i czułem się dziwnie, niezręcznie. Tego samego wieczoru Kuba zadzwonił do mnie późno. Stał przede mną chłopak, który mógł wrócić do starego życia jednym głupim ruchem, ale wybrał telefon do mnie. Do tego rozliczenie sezonowe od przeglądów i awarii.
Nie obiecywała cudów, ale mówiła do mnie jak do kogoś, kto ma coś realnego do zaoferowania. Terminy mieliśmy zapisane na trzy tygodnie do przodu. Do pomocy zaczął przychodzić jeszcze jeden uczeń z technikum, Bartek. Kupiłem małą roboczą łódź do szybkich wyjazdów, używaną, poobijaną, ale z dobrym silnikiem.
Jutro ty z Bartkiem do pana Ludwika. Ten ma tylko linkę od sterowania do wymiany. Michał dzwonił do mnie bez pośrednictwa brata. Rafał przyszedł do mnie któregoś chłodnego poranka.
Kręciła się chwilę przy pomoście, aż w końcu podeszła do mnie. On w domu mniej krzyczy, do szkoły chodzi.