Zamknęłam drzwi do biura, a Jarek już mierzył moje biurko, jakby było jego. Nie walczyłam – spakowałam pudła, powiesiłam list od taty nad nowym stanowiskiem i doszłam do siebie, kiedy nikt nie…

Ostatnią rzeczą, jaką widziałam, zanim zamknęłam drzwi do mojego biura, był Jarek mierzący moje biurko, jakby już do niego należało. I do następnej soboty rano tak właśnie było. W milczeniu wniosłam pierwsze pudło do garażu. Nie włożyłam do niego żadnych wspomnień.

Thumbnail

Plastik lekko kleił się do moich palców. Garaż i tak pasuje do Alicji. Nic z tego by do nich nie dotarło. Nie do nich.

Potem wróciłam do garażu. Mruknęłam do nikogo, bo nikt nie pytał. Dopiero kiedy złożyłam list z powrotem, przyłożyłam go do piersi i westchnęłam. Odłożyłam list obok klawiatury i wpatrywałam się w ścianę naprzeciwko, pozwalając wspomnieniom wypełnić puste miejsca na odpryskującej powierzchni garażu.

Zatytułowałam go “Do tych, którzy o mnie zapomnieli”. Zamiast tego ponownie sięgnęłam po list, przeczytałam go jeszcze raz, a potem otworzyłam szufladę i wyciągnęłam małą drewnianą ramkę. Wyjęłam zdjęcie, wsunęłam do niej list, potem powiesiłam go nad moim biurkiem. Wycierałam biurko w garażu, kiedy zapukała raz i zajrzała do środka.

Potem przyszedł prawdziwy powód, dla którego do mnie przyszła. Kiedy sprawdziłam, zobaczyłam co wybrali do udostępnienia. Potem wzięłam mój oprawiony list, ten który napisał przed śmiercią i przeniosłam go na środek ściany tuż nad moim biurkiem. Zainstalowałam drugi zamek od wewnątrz na drzwiach garażu.

Głos Dagmary doleciał do środka. Ale dom miał to do siebie, że przeciekał do środka, nawet przez ciszę. Weszłam z powrotem do środka, usiadłam i spokojnie ponownie uruchomiłam swój system, gdy tylko przywróciłam zasilanie. Jarek uzyskał dostęp do moich starych folderów z projektami.

Dopasowałam je do logów użycia. Wsunęłam do breloczka i nazwałam plik, kiedy zrobi się brzydko. W ten weekend zaczęłam porządkować swoje pliki nie do przechowywania, ale do migracji. Moje krzesło dopasowało się do mojego kształtu.

Oprawiony list od taty wisiał nade mną jak tarcza. Przeczytałam ponownie list taty, ten oprawiony nad moim biurkiem. Po prostu wzięłam telefon, włączyłam aplikację do nagrywania i szepnęłam do niej. Jarek uzyskujący dostęp do moich starych kont.

Leszek pochylił się do przodu. Sortowałam papiery do czystych folderów. Odwracała się, gdy wchodziłam do pokoju. Wyciągnęłam list, przeczytałam nagłówek raz i westchnęłam.

Nie krzyczałam, nie machałam papierem, po prostu poszłam korytarzem, zatrzymałam się przy zamkniętych drzwiach sypialni Dagmary i otworzyłam je na tyle, by wsunąć list na jej nocną szafkę. Dodałam do pliku. Do piątku spakowałam jeszcze dwa pudła. Nie wyprowadzałam się, ale odzyskiwałam prawo do odejścia, kiedy tylko do cholery zechcę.

Biurko, mój oprawiony list. Ekspres do kawy, czyste linie, bez bałaganu. Potem wróciłam do ekranu.

List taty.