Stanęłam nieruchomo, czując, jak telefon wibruje w mojej dłoni. To była wiadomość od Bartka, pełna wykrzykników i niedowierzania. “Odwołałaś zaliczkę? 380 000 zł?

” Przeczytałam ją dwa razy, a potem usiadłam na kanapie, bo nogi mi się nagle ugięły. Wiedziałam, że to nie jest zwykły błąd albo nieporozumienie. To była decyzja, którą sam podjął, ale nie miał odwagi powiedzieć mi o tym w twarz. Poznałam Bartka trzy lata temu.
Był przystojny, czarujący, a jego garnitury zawsze pachniały drogą wodą kolońską. Mama mówiła, że to wspaniała partia, bo jego rodzina ma pieniądze i znajomości. Ja chciałam wierzyć, że kocha. Tego dnia, gdy oświadczył się w restauracji nad Wisłą, z pierścionkiem z brylantem, który miał być wart tyle, co moje pierwsze auto – poczułam, że moje życie wreszcie nabiera sensu.
Ale Bartek miał też drugą stronę. Zaczęło się niewinnie – od komentarzy o tym, że za dużo wydaję na kosmetyki. Potem, na przyjęciu u jego rodziców, powiedział głośno, że moja sukienka jest „zbyt wyzywająca